Węgry – opinia Martyny

Wraz z dniem moich urodzin tj. 30.06 br rozpoczęłam miesięczną SEPową przygodę w niezwykle słonecznej lecz brudnej stolicy Węgier… Początek mojej krótkiej opowieści nie będzie jednak należeć do najprzyjemniejszych, bo właśnie pierwsze dni pobytu były prawdziwą szkołą przetrwania…. Dzień pierwszy (a właściwie późny wieczór) spędziłam wraz z 2 dziewczynami z Polski na dworcu autobusowym czekając godzinę na osobę, z którą wcześniej dokładnie się umawiałyśmy, podając wszystkie niezbędne informacje. Niestety bezskutecznie, dlatego postanowiłyśmy wziąć taxi do akademika, który okazał się być 1 przystanek od dworca. W akademiku kolejny szok i zaskoczenie… nikt na nas nie czekał, a pozostałe osoby nic o nas nie wiedziały. Po długich poszukiwaniach z pomocą, udało nam się znaleźć osobę odpowiedzialną za nasze zakwaterowanie. Otrzymałyśmy pokój, który pozostawiał wiele do życzenia, podobnie jak cały akademik. I nie chodzi tutaj zupełnie o warunki (typowe dla akademika) ale o czystość. Kolejny dzień spędziłyśmy więc na sprzątaniu, czyszczeniu i szukaniu podstawowych dóbr typu sklep spożywczy, market, metro itp., ponieważ również nie zostałyśmy o tym poinformowane i nie miałyśmy tego dnia takiej możliwości. Dodatkowo zapewniano internet w akademiku, ale oczywiście graniczyło to z cudem. Po wielu prośbach miałyśmy BEZPŁATNY po 2 tyg od przyjazdu. I na tym kończą się nieprzyjemności. Pozostała część wyjazdu była genialna!!!!! co w ogromnej mierze zawdzięczam głównemu opiekunowi -Gergeyowi. Mimo licznej grupy opiekunów, był zdany na siebie i to na nim spoczywała cała organizacja SEPu. Organizował wyjazdy do ciekawych miejsc na Węgrzech, spływ kajakowy, wyjścia do klubów, niezapomniane spotkania na „roofie” akademika, gdzie każdy mógł skosztować domowej roboty „palinki”, wina za 200 forintów bądź po prostu posiedzieć i porozmawiać. W bardzo upalne dni spotykaliśmy się na basenach, zwiedzaliśmy okolicę, wieczorami zaś była pełna integracja. Nie zapomniano oczywiście o praktykach, które większość z nas odbywała w aptekach z przemiłym personelem. Miesiąc minął tak szybko, a wraz z nim niezapomniana „international party” wraz z jedzeniem z całego świata, smakiem ostrej papryczki i prawdziwego tokajskiego wina, popularnej pizzy za 199 forintów w przejściu do metra, a przede wszystkim z tymi codzienne spotkaniami z ludźmi z całego świata. Jeśli więc zastanawiacie się nad połączeniem „przyjemne z pożytecznym”, Budapest felkéri a!!!!

DSC02603 DSC03109 DSC02662DSC03104 DSC02197 DSC02687